To wydarzyło się naprawdę. Policjanci weszli na salę rozpraw i chcieli wylegitymować sędziego. „Będą działania wyjaśniające”

Szok! Obrazek ilustracyjny, foto: pixabay
Szok! Obrazek ilustracyjny, foto: pixabay

Uzbrojeni funkcjonariusze mieli wtargnąć na salę rozpraw poznańskiego Sądu Okręgowego i chcieli wylegitymować sędziego. – Będziemy żądać od komendanta policji stanowczych działań wyjaśniających i wyciągnięcia konsekwencji – zapowiedział rzecznik SO w Poznaniu.

O sprawie poinformowała „Gazeta Wyborcza”. Według informacji dziennika, sędzia Beata Woźniak, której dotyczy sprawa, miała opisać przebieg zdarzenia w notatce, którą przekazała prezesowi sądu. Policjanci mieli wejść na salę uzbrojeni i żądać od sędziów dokumentów.

Rzecznik Sądu Okręgowego w Poznaniu sędzia Aleksander Brzozowski tłumaczył PAP, że do zdarzenia doszło wczoraj w Wydziale Cywilnym Odwoławczym SO w Poznaniu. Sprawa dotyczyła alimentów.

Pod koniec rozprawy, podczas której sąd ogłosił orzeczenie niekorzystne dla jednej ze stron, strona ta zaczęła odgrażać się, że czuje się znieważana (uzasadnieniem orzeczenia – PAP), i że wezwie policję. I rzeczywiście po pewnym czasie, kiedy trwała już zupełnie inna rozprawa, na salę nagle weszli policjanci. Sąd nakazał funkcjonariuszom opuszczenie sali. Policjanci poczekali do przerwy w rozprawie i wtedy wrócili na salę wraz z tym panem, który miał się poczuć znieważony – wyjaśnił Brzozowski.

Jak dodał, policjanci „próbowali przeprowadzać jakąś interwencję, legitymować przewodniczącego składu orzekającego – sytuacja była zupełnie kuriozalna”.

Sędzia powiedział, że policjanci, którzy pojawili się w sądzie „zostali przysłani na interwencję ponoć przez przełożonych z którejś z komend policji w Poznaniu”. – To jest jeszcze ustalane – na razie zabezpieczyliśmy monitoring z nagraniem przebiegu tych zdarzeń – zaznaczył.

Brzozowski w rozmowie z PAP tłumaczył, że według przepisów „do sądu nie można wnosić broni, materiałów wybuchowych. Policjanci owszem mogą, ale tylko wtedy, kiedy wykonują czynności służbowe, które wymagają posiadania broni”.

A ci policjanci sobie po prostu weszli, minęli bramki i razem z tym „zawiadamiającym” udali się pod salę rozpraw, próbowali wejść do środka, przeprowadzać jakieś „dziwaczne” czynności. Zwłaszcza, że nazwiska sędziów były im znane, bo są umieszczane na wokandzie – mogli je więc nawet z wokandy spisać, jeśli już chcieli jakąś interwencję przeprowadzać – mówił sędzia.

To było zachowanie świadczące o braku profesjonalizmu, zupełnie niezrozumiałe dla sądu. Podejmujemy działania aby to wyjaśnić. Będziemy żądać też od komendanta policji stanowczych działań wyjaśniających i wyciągnięcia – jeżeli jest taka potrzeba – stosownych konsekwencji wobec osób, które takie działania podejmowały – dodał.

Sędzia przypomniał także, że sprawa o znieważenie jest sprawą z oskarżenia prywatnego. – Jeżeli nawet ta osoba poczuła się znieważona, to może złożyć czy to na policji, czy we właściwym sądzie prywatny akt oskarżenia i wtedy wdrażana jest dalsza procedura. I to w żaden sposób nie uzasadnia takiego zachowania policji – dodał.

Nie przypominam sobie, aby przez ostatnie 30 lat taka sytuacja miała miejsce, a mniej więcej tyle w sądzie pracuję. To coś nieprawdopodobnego – zaznaczył Brzozowski.

Źródło: PAP