Kandydat Tuska i TVN rozpoczął kampanię. Hołownia zadba o planetę i przeprowadzi rozdział Kościoła od państwa [WIDEO]

Szymon Hołownia oficjalnie ogłosił start w wyborach prezydenckich. Zdjęcie: PAP/Adam Warżawa
Szymon Hołownia oficjalnie ogłosił start w wyborach prezydenckich. Zdjęcie: PAP/Adam Warżawa

Szymon Hołownia ogłosił w niedzielę w Gdańsku, że zamierza kandydować w wyborach prezydenckich. Zapowiedział, że chciałby być prezydentem wszystkich Polaków, a nie wyborców jednej partii. Zadeklarował, że chce przyjaznego rozdziału Kościoła od państwa.

– Powiem to wprost, po raz pierwszy publicznie – na początku przyszłego roku, kiedy zostaną ogłoszone wybory prezydenckie, chcę w nich kandydować. Chcę się u was ubiegać o tę pracę. Pokornie proszę, żebyście powierzyli mi funkcję stróża naszej narodowej wspólnoty – powiedział Hołownia w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim podczas spotkania pod hasłem „Dlaczego i po co?”. Zebrani zareagowali na te słowa burzą braw.

Jak podkreślił Hołownia, Gdańsk jest bardzo dobrym miejscem, gdzie można zaczynać nową rzeczywistość.

W tym miejscu zacząć ją trzeba. Dobrze pamiętam, co działo się tutaj prawie rok temu. Kiedy we mnie, ale myślę też i tysiącach Polaków, coś pękło, kiedy widzieliśmy jak na scenie największej, najwspanialszej fabryki dobra w tym kraju Polak zabija Polaka (prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza). To coś, co wtedy pękło, zaczęło pękać we mnie wcześniej, bo widziałem to przecież w moim ukochanym kraju już po Smoleńsku, po tym, co zaczęło się z nami dziać po tej strasznej katastrofie – mówił dziennikarz.

– Dlaczego Teatr Szekspirowski? Jest znakomitym miejscem, żeby zakończyć hamletyzowanie: być albo nie być?, kandyduję czy nie kandyduję?” – wytłumaczył.

Zadeklarował, że chce Polski, w której każdy akt prawny jest oglądany pod kątem skutku dla klimatu, dla powietrza i dla wody.

Chcę Polski rozmawiającej, w której atrybutem przywódców jest nie mównica, a stół – podkreślił Hołownia. – Chcę Polski, gdzie wszyscy przestrzegamy reguł, gdzie nawet prezydentowi nie wolno chodzić na skróty przez trawnik – przekonywał Hołownia.

Według niego, trzeba dziś przeprowadzić „przyjazny rozdział Kościoła od państwa, dla dobra Polski i Kościoła”. Podkreślił, że mówi to jako katolik.

Argumentował też, że sytuacji w państwie nie będzie w stanie uzdrowić nikt, kto wywodzi się z partii. – System się zawiesił, żeby się odwiesił, musimy w maju 2020 zamontować w nim niepartyjny bezpiecznik – oświadczył.

Musimy mieć arbitra, który nie będzie grał z jedną z drużyn, podpisuje jej wszystko jak leci, albo pchał długi kij w szprychy. Który z różnych partii, z różnych drużyn wyłapie tych, którzy naprawdę myślą w nowy sposób, chcą zmiany. Przecież oni tam są, ja ich znam osobiście – mówił Hołownia.

Jego zdaniem, prezydent w polskiej konstytucji nie jest „żadnym stróżem żyrandola, nie jest Sejmem, nie jest rządem”.

– Nie może obiecać gruszek na wierzbie, a późnej zakładać ich hodowlę. Ale ma całe mnóstwo ustrojowych narzędzi do tego, by zrobić swoją najważniejszą robotę: być gwarantem tego, że zmieści się w tym kraju i wyborca PiS, PO, PSL, Konfederacji, Lewicy i innych partii – przekonywał.

Hołownia zapewnił, że nie będą go wspierać „partyjne przelewy, struktury, wielki biznes”.

– Nie potrzebuję ich, bo mam was. Przez najbliższe pół roku chcę opowiedzieć o Polsce moich marzeń, o takiej, która jest w naszym zasięgu. O Polsce solidarnej, o Polsce zdrowiejącego środowiska, Polsce samorządnej i obywatelskiej. Pokażę wam pomysł na to, jak sprawić by prezydent był nie testerem, a stróżem praworządności. Głosem pomagającym Polakom czuć się bezpiecznie w coraz bardziej skomplikowanym świecie. Nie nadętym, ale poważanym graczem przy międzynarodowym stole – dodał dziennikarz.

Po swoim przemówieniu kilka pytań Hołowni zadała też dziennikarka jednej ze stacji radiowych. Padło m.in. pytanie o źródła finansowania kampanii wyborczej. – Tu nie ma żadnego wielkiego biznesu, Leszka Czarneckiego, Jerzego Staraka, jezuitów. Liczę na datki osób fizycznych. Teraz przed kampanią finansuję to ze swoich środków – wyjaśnił.

– My naprawdę idziemy wygrać te wybory. Przekonać tych kilka milionów Polaków – przecież to jest nasza narodowa specjalność – że niemożliwe jest możliwe. Że prezydent może być prezydentem wszystkich Polaków, a nie tylko wyborców swojej partii. Że jedynym szefem prezydenta może i powinien być nie przewodniczący, czy prezes, ale naród: – wy, my – mówił.