Kosiniak-Kamysz idzie w zaparte. 1000+ i basta

Władysław Kosiniak-Kamysz/Fot. Adam Warżawa/PAP
Władysław Kosiniak-Kamysz/Fot. Adam Warżawa/PAP
Reklama / Advertisement

Kandydat Polskiego Stronnictwa Ludowego na prezydenta ściga się na socjalne obietnice z Prawem i Sprawiedliwością. Władysław Kosiniak-Kamysz proponuje tysiąc złotych miesięcznie dla studentów przez cały okres nauki.

Warunkiem korzystania z świadczenia miałoby być odpracowanie tej jałmużny przez studenta po zakończeniu nauki. Mianowicie, musiałby przez minimum 10 lat pracować w Polsce.

O socjalnym pomyśle Kosiniak-Kamysz mówił niedawno na spotkaniu ze studentami. Teraz potwierdził to w rozmowie z Beatą Lubecką w programie „Gość Radia ZET”.

To jest propozycja, która wynika z chęci zatrzymania i dania możliwości po pierwsze na studiach utrzymania się. Dzisiaj wielu studentów zgłaszało z tym problem. Rozważaliśmy rożne koncepcje. Czy to darmowe akademiki, czy jakieś inne. Ale uznaliśmy, że studenci najlepiej wiedzą co zrobić z tymi pieniędzmi. Ale jest jeden warunek. Trzeba później pracować w Polsce – mówił (cytat za 300polityka.pl).

Pomysł ze wszech miar zły

Jak na dłoni widać, że PSL nie ma żadnego pomysłu, jak rynkowo zachęcić specjalistów do pracy w Polsce. I proponuje tanie, propagandowe rozwiązania w postaci rozdawania pieniędzy.

Byłoby to też swoiste „stypendium” dla wszystkich chętnych. Dostać się na państwową uczelnię w Polsce jest banalnie łatwo i nietrudno wyobrazić sobie, że gros osób poszłoby na nie wyłącznie przez wzgląd na „darmowego” tysiaka miesięcznie.

Kosiniak-Kamysz nazywa to jednak „inwestycją, która pozwoli na zatrzymanie specjalistów”. Pomijając fakt, że zwyczajnie chciałby zakazać Polakom rywalizacji na europejskim czy światowym rynku pracy, to nietrudno przewidzieć, że studenci mający nieco więcej oleju w głowie na takie rozwiązanie by nie przystali.

Rozsądnie planując swoje dorosłe życie i nie zamykając się na żadną z opcji, zwyczajnie zrezygnowaliby z tysiaka miesięcznie. Z radością skorzystaliby natomiast ci, którzy pomysłu na siebie zbytnio nie mają. Przeciętność znów zostałaby nagrodzona.

Nie bez znaczenia jest również koszt tych socjalnych obietnic. W Polsce mamy obecnie ok. 1,2 mln studentów. Miesięcznie ten „wybitny” program kosztowałby zatem podatników ok 1,2 mld zł. Rocznie – ok. 14 mld zł. To mniej więcej połowa wydatków z budżetu na szkolnictwo wyższe.

Pieniądze z drzewa oczywiście nie spadną, więc komuś trzeba by je najpierw zabrać. Niebezzasadne jest zatem pytanie, ile osób nie-studentów zdecyduje się wyjechać zagranicę, by nie dorzucać się do kolejnego programu socjalnego?

To nie pierwsza tego typu obietnica „nowego” PSL-u, który od czasu do czasu kreuje się na ugrupowanie wolnorynkowe. W jesiennej kampanii do parlamentu PSL obiecywał program „Własny kąt”. Ma on polegać na dorzucaniu się przez państwo 50 tys. zł dla młodych ludzi na mieszkanie.

Reklama / Advertisement